Internet zapewnia nam dostęp do kosmicznych wręcz ilości informacji, wśród których musimy samodzielnie lawirować, przeprowadzać selekcję i uznawać, które mogą być dla nas wartościowe, a które lepiej jest pominąć. Z tym ostatnim wielu ludzi ma szczególnie duży problem, o czym świadczy bardzo powszechny syndrom FOMO – Fear of Missing Out, czyli wielki lęk przed przegapieniem informacji, niezależnie od tego, czy jest ona dla nas istotna, czy wręcz przeciwnie. Nikt raczej nie uczy nas tego, w jaki sposób mamy poruszać się w internecie i jak rozpoznawać, czy osoba rozpowszechniająca daną informację ma dobre intencje, czy może jednak niekoniecznie.

Uczymy się tego sami poprzez popełnianie błędów – najczęściej przyjmujemy coś za pewnik, a następnie używamy tego w dyskusji, a osoba, z którą rozmawiamy, bezlitośnie sprowadza nas do parteru, wykazując, że uznana przez nas informacja została zmanipulowana lub po prostu sfałszowana. Dzisiejsze dziennikarstwo zostało zdominowane przez internet i dlatego wiele serwisów dąży do publikowania sensacyjnych treści, nie mając przy tym oporów, by publikować je kosztem podstawowej rzetelności i wiarygodności.

Na co należy zatem zwracać uwagę, by uchronić się przed manipulacjami i fałszywymi informacjami? Przede wszystkim należy skupić się na nacechowaniu emocjonalnym informacji. Informacja w sytuacji pożądanej jest po prostu faktem, czyli obiektywnie przedstawionym zdarzeniem, które miało miejsce w ściśle określonym miejscu i czasie. Dziennikarze doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ludzie szukają w informacji emocji, które pomogą im w ugruntować się w swoim światopoglądzie. Dlatego możemy się spotkać z newsem, który jest „straszliwy”, „pilny” albo „szokujący” – w ten sposób dziennikarze działają na naszą podświadomość i niejako wymuszają na nas podejście do danej informacji w zamierzony przez nich sposób.

Warto również zwracać uwagę na wszelkiego rodzaju przejawy języka potocznego lub jednoznacznych uproszczeń – przykładowo, kiedy w telewizji mówi się o Koalicji Obywatelskiej per „platforma”, takie niedbałe określenie jest użyte jak najbardziej celowo, by wywołać w widzu określoną reakcję – ot, oto kolejna informacja o tym, jak totalna opozycja mąci w polskim państwie.

Istnieje też we współczesnym dziennikarstwie internetowym sztuka „clickbaitu”, która polega na takim spreparowaniu tytułu informacji, by zachęcić do kliknięcia w nią. Problem w tym, że tytuł zazwyczaj nie ma nic wspólnego z faktyczną treścią. Przykładowo, kiedy widzimy nagłówek krzyczący o tym, że „znany aktor uległ straszliwemu wypadkowi”, to najczęściej ta osoba wcale nie jest znana lub szczyt popularności miała za sobą dwadzieścia lat temu. Gdyby wspomniany aktor faktycznie był znany, zostałby wymieniony z imienia i nazwiska.

Oczywiście istnieje również wiele innych sposobów manipulacji, ale wymienienie ich wszystkich mija się z celem. Chodzi o to, żeby rozumować samodzielnie i w miarę możliwości bronić się przed próbami narzucenia nam opinii. Dobrze jest pamiętać też o sprawdzaniu źródeł – jeśli sensacyjna informacja pochodzi tylko z jednego serwisu, warto jest wstrzymać się z przyjęciem jej w sposób emocjonalny, dopóki inne portale nie zaczną jej powielać.